UE | Uwaga na umowy śmieciowe!

UE | Uwaga na umowy śmieciowe! [04.10.2013]

Coraz więcej Polaków zatrudnionych za granicą pracuje na umowach śmieciowych. Problem ten dotyczy m.in. takich krajów jak: Wielka Brytania, Niemcy i Holandia. Pracodawcy starają się w ten sposób zmniejszyć koszty zatrudnienia.

 

            Pracownikom zatrudnionym na takich zasadach płaci się tylko za przepracowane godziny. Nie otrzymują oni wynagrodzenia za przestoje, okresy urlopowe, ani za zwolnienia chorobowe. Nie mają też prawa do świadczeń i odprawy w razie zwolnienia. Praca świadczona na podstawie umowy śmieciowej nie wlicza się także do stażu pracy.

 

Kontrakty zerowe

            Odpowiednikiem umów śmieciowych w Wielkiej Brytanii są tzw. "kontrakty zerowe" na których pracuje coraz więcej Polaków mieszkających w tym kraju. Tego rodzaju umowami posługuje się obecnie jedna czwarta brytyjskich pracodawców, m.in. sieć handlu detalicznego Boots i kin Cineworld, a także publiczna służba zdrowia NHS. Na kontraktach zerowych zatrudnionych jest aż 90 proc. brytyjskich pracowników sieci McDonald's. Wielu z nich powinno otrzymać stałe umowy, bo pracuje po 20-30 godzin w tygodniu.   

            Organizacja Chartered Institute of Personnel Development (CIPD) szacuje, że umowy śmieciowe może mieć nawet milion pracowników w Wielkiej Brytanii, w tym tysiące Polaków. Problem ten nie dotyczy już tylko osób zatrudnionych w hotelach, restauracjach i sklepach. "Kontrakty zerowe" proponowane są też pracownikom sektora publicznego. W samej służbie zdrowia jest około 100 tys. takich umów.

            Związki zawodowe apelują do rządu o wycofanie tego rodzaju kontraktów. – Większość osób podpisuje je dlatego, bo nie ma innego wyboru – twierdzi Dave Prentis z Unison. Nie wszyscy jednak podzielają to zdanie. – Dzięki elastycznym kontraktom Wielka Brytania uniknęła tego, czemu nie udało się zapobiec na południu Europy – przekonuje Alexander Ehmann z Institute of Directors.

 

Nulurencontract w Holandii

            Na umowach śmieciowych pracuje też wielu Polaków zatrudnionych w kraju tulipanów. Tamtejsi pracodawcy unikają podpisywania z nimi stałych umów. Nasi rodacy pracują najczęściej za pośrednictwem agencji lub są zatrudniani na tzw. nulurencontract, czyli kontraktach "na zero godzin". Są to umowy czasowe bez zagwarantowanej liczby godzin tygodniowo. Może ich być 30, 10, ale i 0. Zgodnie z przepisami, po trzech takich kontraktach pracodawca powinien podpisać z pracownikiem umowę na czas nieokreślony. W rzeczywistości wysyła go na trzy miesiące na bezrobocie, by po upływie tego okresu zatrudnić ponownie na umowę czasową.

            Takie praktyki mają ukrócić nowe przepisy, które zaczną obowiązywać od 2015 roku. Wtedy to, po trzech umowach terminowych pracodawca będzie musiał podpisać czwartą, już bezterminową, albo rozstać się z pracownikiem na sześć miesięcy. Dopiero po upływie tego okresu będzie mógł z nim podpisać kolejną terminową umowę. Trudno powiedzieć czy taka zmiana przepisów skłoni firmy do częstszego zatrudniania na stałe umowy. W praktyce może się okazać, że zamiast trzech miesięcy przerwy pracownik będzie czekał pół roku na ponowne zatrudnienie. Kontrakty „na zero godzin” mają zostać zakazane w służbie zdrowia.

 

Umowy śmieciowe po niemiecku

            Sposób na zmniejszenie kosztów związanych z zatrudnianiem pracowników znaleźli też pracodawcy z Niemiec. Zamiast tradycyjnej umowy o pracę zawierają z nimi zwykłe umowy cywilno-prawne takie jak umowa o dzieło czy umowa zlecenie. Taka forma zatrudnienia, określana za Odrą jako “Scheinselbständigkeit”, tylko z pozoru wygląda jak normalna samodzielna działalność gospodarcza. Pracownik zmuszony jest założyć własną firmę a pracodawca zawiera z nim umowę o dzieło lub zlecenia.

            Na takiej zasadzie zatrudnia pracowników coraz więcej niemieckich przedsiębiorstw. Dotyczy to nie tylko imigrantów z Polski, ale również i Niemców. – Niemieckie przedsiębiorstwa w coraz większym stopniu wykorzystują umowy o dzieło. Obchodzą w ten sposób umowy taryfowe, które przewidują dla pracowników określone płace – mówi Christian Brunkhorst, kierownik resortu polityki branżowej i zakładowej przy Związkach Zawodowych IG Metall. – W ten sposób otrzymują oni mniejsze wypłaty, niż gdyby zatrudnieni byli bezpośrednio w firmie.

            Ostrą dyskusję na temat umów o dzieło wywołał tragiczny pożar w północno-niemieckim Papenburgu, którego ofiarą padło dwóch rumuńskich spawaczy. Imigranci pracowali dla podwykonawcy na zlecenie stoczni Meyer Werft, zatrudniającej 2,5 tys. pracowników budujących statki wycieczkowe. Jak się potem okazało, jedna z ofiar pożaru zarabiała tylko 3,80 euro na godzinę. Kilka dni później, w wyniku ostrej krytyki, stocznia przedstawiła kartę socjalną, w której zobowiązywała się zwalczać dumpingowe zarobki, oraz popierać płace minimalne w wysokości 8,50 euro za godzinę.

 

Jednolity kontrakt o pracę

            Z umowami śmieciowymi próbuje też walczyć Bruksela, która dąży do tego aby tymczasowe formy zatrudnienia zostały zastąpione jednolitym kontraktem o pracę na terenie całej Unii Europejskiej „single, open-ended contract”. Miałaby to być umowa na czas nieokreślony, ale w nieco bardziej elastycznej formie.

            Wraz z wydłużaniem się stażu pracy zatrudnieni stopniowo zyskiwaliby kolejne uprawnienia pracownicze: prawo do odprawy, dłuższe okresy wypowiedzenia czy możliwość przywrócenia do pracy w razie bezprawnego zwolnienia. Pracownicy nie musieliby już latami pracować na podstawie kontraktów na czas określony, które nie gwarantują stałego zatrudnienia i utrudniają np. skorzystanie z kredytów.

            Z kolei pracodawcy mogliby korzystać z odpowiednio długich okresów próbnych. Zdaniem ekspertów, ten ostatni pomysł nie polepszy sytuacji pracowników. Przedstawiane koncepcje będą dostosowane do potrzeb poszczególnych państw i uwzględniać specyfikę krajowych rozwiązań.

Maciej Sibilak


 Źródło: Praca i nauka za granicą, nr 252, str. 7

www.pracainauka.pl

Powrót


euro-punkt.pl on Facebook