Niemcy to nie Anglia

Niemcy to nie Anglia [26.06.2010]

Do otwarcia niemieckiego rynku pracy pozostało już tylko 10 miesięcy. Wielu naszych rodaków przebywających za Odrą próbuje umocnić tam swoją pozycję zanim do kraju nad Renem przyjedzie tysiące nowych imigrantów z Polski.

 

            Wraz z otwarciem rynku pracy w Niemczech, wielu socjologów i znawców tematu spodziewa się drugiej fali emigracji podobnej do tej, jaka stała się udziałem naszych rodaków wyjeżdżających na Wyspy. Oczekiwania te wyrażane są jednak na wyrost. Niemcy i Wielka Brytania to jednak dwa różne kraje. Niemiecki rynek pracy nie jest nawet w połowie tak elastyczny jak brytyjski. Trudno oczekiwać by Polak znający zaledwie podstawy niemieckiego znalazł tam legalną pracę prosto z ulicy. Na Wyspach nawet osobom bez języka udaje się załapać na wakat w fabryce. Inna sprawa, że zwykłe formalności związane z podjęciem zatrudnienia czy zmianą pracy wymagają w Niemczech znacznie więcej zachodu.

 

Turecka konkurencja i niemieckie fabryki

            Nasi rodacy myślący o wyjeździe za naszą zachodnią granicę liczą na zatrudnienie w branżach, w których rodowici Niemcy pracują niechętnie. Chodzi o pracę przy wywożeniu śmieci, sprzątaniu ulic, biur, budynków handlowych, porządkowaniu terenów zielonych itp. Problem w tym, że większość tych niepopularnych wśród Niemców stanowisk pracy jest już obsadzona, zwykle przez osiadłych od lat w Niemczech Turków. Na korzyść tych ostatnich przemawia nie tylko dobra znajomość języka niemieckiego, ale też miejscowych realiów i przepisów oraz zdobyte wcześniej kontakty. Z tych najgorszych i najmniej płatnych zajęć, nie licząc rolnictwa, pozostaje praca w rzeźniach i zakładach przetwórstwa mięsnego. W tym sektorze wolnych wakatów dla Polaków na pewno nie zabraknie.

            Większość naszych rodaków zatrudnionych na Wyspach zaczynała tam od pracy w fabryce, w różnych branżach, od sektora spożywczego po przemysł metalurgiczny. Niemcy jako jeden z najbardziej rozwiniętych krajów na świecie mogą się pochwalić bardzo dużą liczbą zakładów produkcyjnych zatrudniających tysiące osób. Czy dostępne tam wakaty są w zasięgu ręki przeciętnego Polaka, który nie posiada zbyt dużych kwalifikacji, a język niemiecki zna raczej słabo? Obecna niechęć do zatrudniania cudzoziemców i opinie naszych rodaków przebywających za Odrą każą w to wątpić. Zdecydowaną większość osób pracujących w niemieckich fabrykach stanowią rodowici mieszkańcy tego kraju. Zajęcie to cieszy się tam większym prestiżem niż na Wyspach. Mało kto pracuje przez agencje. Taka forma zatrudnienia w niemieckim sektorze przemysłowym ma zdecydowanie ograniczony charakter.

 

Polscy fachowcy górą

            W najlepszej sytuacji na niemieckim rynku znajdują się polscy fachowcy prowadzący w tym kraju własną działalność. – Większość zleceń udaje mi się zdobyć dzięki poleceniu innych osób – mówi Sławek z Essen, właściciel firmy remontowej. – Nie jest łatwo znaleźć pracę z ulicy. Nawet ogłoszenie zamieszczone w gazecie nie daje wielkich efektów, jeśli nikt wcześniej nie uwiarygodni cię w oczach potencjalnych usługobiorców.

            Podstawą sukcesu za Odrą oprócz fachowych umiejętności jest też dobra znajomość języka niemieckiego. Bez tego nie ma nawet co myśleć o otwieraniu tam firmy. Choć w świadomości większości Niemców Polacy uważani są za doskonałych fachowców, niewielu z nich ma odwagę skorzystać z naszych usług bez polecenia swoich znajomych czy sąsiadów. – Oni zdają sobie sprawę, jak wiele przepłacają biorąc niemieckiego fachowca – mówi Sławek. – Taki pracownik zamontuje im umywalkę, podłączy kran, ale nie wykuje już dziury w ścianie i nie osadzi tam rury. By zrobić tą część roboty, trzeba wynająć kolejnego fachowca. Polak zrobi to wszystko za jednym razem, dwa razy szybciej i znacznie taniej. Musi jednak trafić ze swoją ofertą bezpośrenio do Niemca i zdobyć jego zaufanie.

 

Koniec z przywilejem podwójnego paszportu

            Zniesienie bariery w dostępie do niemieckiego rynku pracy budzi nadzieje tysięcy Polaków. Tego uczucia nie podzielają jednak wszyscy nasi rodacy. Wśród tych, którzy są posiadaczami niemieckich paszportów narastają coraz większe obawy. Przez wiele lat regularnie jeździli do pracy do kraju tulipanów. Od momentu otwarcia holenderskiego rynku pracy ich sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu. Wielu dwupaszportowców z powodu braku ofert musiało opuścić Holandię. Na domiar złego starych wyjadaczy zaczęli wypierać z rynku młodzi rodacy, zatrudniani ze względu na obowiązujące wobec nich niższe stawki. Tak więc dwupaszportowcom nie pozostało nic innego jak szukać swego szczęścia na terenie Niemiec. Nie jest jednak łatwo.

            – Jeszcze dwa lata temu przebierałem w ofertach pracy z Holandii. Dziś z wielkim trudem udało mi się znaleźć zajęcie w Niemczech – mówi Dariusz z Leszna, posiadacz niemieckiego paszportu. – Pracuje przy sprzątaniu i wywożeniu gruzu z budowy. Zarabiam na czysto niewiele ponad 5 euro na godzinę. Gdyby nie darmowe zakwaterowanie, które użycza mi znajomy, praca ta nie miałaby najmniejszego sensu. Przez miesiąc jestem w stanie odłożyć około 3,5 tys. zł. Dariusz zdaje sobie sprawę, że takie pieniądze można już zarobić w Polsce. Problem w tym, że już od ponad roku nie może znaleźć pracy.

            Takim osobom jak Darek pozostaje mieć nadzieje, że Niemcy co prawda otworzą rynek pracy, ale z pewnymi ograniczeniami. Można sobie wyobrazić, że w landach o wysokiej stopie bezrobocia, szczególnie na wschodzie, dostęp do rynku nie będzie całkowicie otwarty. Może się to okazać sprzeczne z unijnymi regułami, ale trudno oczekiwać by Bruksela była w stanie wymusić cokolwiek na Niemcach. Prędzej dojdzie do korzystnej dla nich zmiany przepisów umożliwiających wprowadzenie ograniczeń w dostępie do niemieckiego rynku pracy.

Maciej Sibilak

 

Źródło: "Praca i nauka za granicą", wyd. nr 164 (04.05-16.05.2010)

Powrót


euro-punkt.pl on Facebook